„ogromna siła i wszechświat gówno wart…”

Było ciężko, ale warto było
Oczywiście jak dotarliśmy na szczyt to Śnieżnik zasnuł się chmurami i nie mialem okazji podziwiać widoku z jego szczytu. No, ale za to niezła adrenalinka była jak podczas zjazdu wyskoczyły mi sarny na droge, a później goniły nas dziki

Wszystko zaczęło się w środę, kiedy z Jankiem pomyśleliśmy, że fajnie by było odwiedzić Pawła w Poznaniu, bo siedzi tam z Anią i szuka ludzi do mieszkania. W czwartek rano wyjechaliśmy. Do Wrocka podwiózł nas tato Janka, bo jechał do pracy. Niestety na wylotówce z Wrocka nie było już tak „śmietanowo”, bo rozpadał się deszcz a na okazję czekaliśmy 2,5 godz.(poza granicami kraju nawet w Rumunii nie do pomyślenia. Szkoda rodacy, że tak sobie nawzajem nie ufamy:( ). W Poznaniu nie mogliśmy znaleźć żadnego kiosku, więc postanowiliśmy do centrum dojechać na gapę, przyjemność ta kosztowała nas 100zł na miejscu, więc zaczęło się naprawdę ciekawie. Popołudniu zwiedzaliśmy starówkę, farę oraz Stary Browar. Jest coś w tym Poznaniu takiego, co naprawdę mnie urzeka. To miasto ma jednak swój klimat. Długa rozmowa o życiu i śmierci do 3 w nocy i lulu. Pobudka o 8 rano, wielkie śniadanie i wyjazd do browaru Lecha. No to miejsce to na mnie zrobiło wrażenie. Mogliśmy z przewodnikiem prześledzić cały przebieg produkcji oglądając to wszystko od środka, a na końcu mieliśmy możliwość bezpłatnej degustacji, więc było warto. Spacerek wzdłuż Maltańskiego jeziora i miły wieczór. Trzeciego dnia Janek poszedł z Anią na wystawę Muchy a ja z Pawłem na piwko na rynek (chyba nie musze pisać, co wzbudza do większych refleksji
), później Janek musiał jechać do domu, a my pojechaliśmy do kina na Simpsonów (tu ukłon w stronę twórców dubbingu – panowie jeszcze nikomu nie udało się tak zepsuć mi zabawy, nawet tym kanarom na wjeździe do Poznania). Na kręgle i koncert na Placu Wolności, gdzie ludzi było tyle, że przejście przez plac w kierunku rynku graniczyło z cudem, (którego notabene dokonaliśmy wspólnymi siłami). Czwartego dnia poszliśmy na jakąś imprezę na Maltę sponsorowaną przez Allegro i… Spodziewałem się po nich czegoś ciekawszego, no, ale chociaż przy okazji poskakałem sobie na batucie. Podczas powrotu miałem okazje poznać wiele ciekawych osób, bo do Wrocka jechałem na 3 razy a momentami było naprawdę „ostro”, ale nie będę się tu rozwodził, bo i tak nudą wieje
Dziękuję tylko tu na końcu Jankowi, Pawłowi i Ani za super spędzony czas (jak zwykle zresztą z wami;) ) oraz kuzynowi za to, że mnie na stopa z Wrocka zabrał;) DZIĘKI!!;)
