06/06/2010

Ostrów Tumski – Wrocław

Filed under: Foty,Wszystko — Borys @ 22:05

Kliknij, aby powiększyć

(Kliknij, aby powiększyć)

07/08/2009

Szesnasty dzień

Filed under: "Pami?tnik",Foty,Podr????e,Wszystko — Borys @ 23:55

07.08.2009
Godzina 23.50
Wczorajszy dzień zleciał na dojeździe do Barcelony. Zatrzymaliśmy się w hotelu na przedmieściach. Rano zostawiliśmy samochód na parkingu pod tym wielkim kolorowym hotelem przypominającym… przypominającym rakietę ;) Metrem pojechaliśmy na plac Catalunya, przeszliśmy się najszerszą aleją. Będąc tu drugi raz zauważyłem rzeczy, których nie zauważyłem wcześniej, np. płyty chodnikowe, po których się idzie są zaprojektowane przez Gaudiego. Poprzypominały mi się wszystkie nazwy budynków, które w sumie znowu zapomniałem :D

Sagrada Familia

Później doszliśmy do Sagrada Familia, tym razem miałem okazje zwiedzać ją od środka i tu niestety musze przyznać racje mojemu znajomemu (pozdrawiam Panie Tomku ;) ) Nie ma obiektywu, który pozwalałby oddać to, co się znajduje wewnątrz. Mimo, że wszystko jest tak naprawdę w budowie i można obejrzeć, w jaki sposób buduje się kościoły to zrobiono już naprawdę sporo, co robi niesamowite wrażenie, kolorowe witraże, jak na kościół całkiem spore okna, kolumny przypominające pnie i konary drzew no i fasada zaprojektowana przez Gaudiego przedstawiająca narodziny Chrystusa. Dopiero dziś zauważyłem te wszystkie szczegóły: kolumny stojące na wielkich żółwiach, gekony, kameleony, zwisające różańce i mnóstwo innych szczególików, które składają się na cały efekt przywodzący z daleka na myśl zamek budowany z mokrego piasku. Oglądaliśmy również muzeum znajdujące się pod “Sagradą”, niewiele osób wie, ale wszystkie szczegóły tego budynku najpierw rysowane, następnie budowane są na modelach, później dopiero przenoszone na dużą skale. Kolejnym punktem był Park Guell, moim zdaniem najpiękniejsza część Barcelony. Rozciąga się stąd widok na całą południową stronę, morze, widać wcześniej wspominany hotel, Sagrade, wszystkie porty, wioskę olimpijską, a także Pałac Narodowy, pod którym odbywają się pokazy słynnych Barcelońskich fontann.
Same uliczki robią wrażenie, po prostu bardzo klimatyczne miejsce, które ciężko obejść w jeden dzień. Na wieczór zaplanowaliśmy sobie pokaz fontann.

Widok z Parku Guell

Pojechałem z Tatą po samochód i okazało się, że uliczki w Barcelonie są tak wąskie, a budynki wokół tak wysokie, że GPS gubi się, co chwile. Dojazd zajął nam przez to i przez zmianę organizacji ruchu ok 50 minut. Zdążyliśmy 10 minut przed pokazem. Mama z Tomkiem zajęli świetne miejsca. Pokaz trwał ponad półtorej godziny. Nie musze chyba pisać, że robił wrażenie;) Musze tu jednak przyznać, że fontanna we Wrocku ustępuje Barcelońskiej tylko w jednej kwestii, tę drugą może oglądać znacznie więcej osób.

Pałac Narodowy - siedziba muzeum

Pokaz fontanny

Jutro kończymy zwiedzanie Barcelony i jedziemy do Gruissan – miasteczka na południa Francji, w którym byliśmy 9 lat temu.

Na ulicach Barcelony

05/08/2009

Czternasty dzień

Filed under: "Pami?tnik",Foty,Podr????e,Wszystko — Borys @ 23:33

05.08.2009
Godzina 23.25
Zaraz po tym jak wyruszyliśmy jechaliśmy przez pewien czas przez park narodowy. Naprawdę piękne miejsce. Trochę po południu dojechaliśmy na Gibraltar. Z daleka już widać ogromny słup Herkulesa – skałę Gibraltarską. Ogromny korek przed wjazdem do strefy zależnej od Wielkiej Brytanii. Cóż, mimo, że jesteśmy w Schengen, Hiszpanie nadal nie pogodzili się z utratą tego ważnego strategicznie terytorium, więc takie sobie przyjemności robią, że jest kontrola na granicy.
Sam Gibraltar jest miastem bardzo zwartym z wykorzystanym w pełni chyba każdym metrem kwadratowym, łącznie z tym, że w momencie, kiedy jest używane lotnisko, zamyka się jedyną drogę prowadzącą do Gibraltaru, ponieważ przechodzi ona przez środek pasa startowego. Wszędzie jest bardzo ciasno i nie ma w ogóle miejsca. Cieszy mnie, że w końcu rozumiem wszystkie napisy. Po ponad godzinie spędzonej w kolejce wjeżdżamy w końcu na szczyt skały Gibraltarskiej. Rozciąga się stąd niesamowity widok. Widać cały Gibraltar, ogromny port i dziesiątki statków czekających na redzie na wejście do niego. Widać Maroko, ocean i morze śródziemne.

Skała Gibraltarska i Morze Śródziemne w tle.

Spokój zakłócają chodzące dookoła Makaki. Na pozór wyglądają milutko, futerko, takie małe słodkie małpki. Przy wyjściu z kolejki linowej pojawia się dziewczyna z torbą foliową. Jedna z małp zaczyna biec, wskakuje na dziewczyna, zręcznym, szybkim ruchem rozrywa torbę, porywa słodką zawartość i wskakuje na murek obok. Wszyscy zachwyceni robią zdjęcia, a ta spokojnie wcina pączki. Słodko? Powiedzcie to dziewczynie z rozdartą spódnicą ;)

... z pączkiem.

No cóż, na dole był zakaz wwożenia jedzenia i posiadania plastikowych toreb. Niektóre zakazy widać mają sens. Chwile później jedna z małp wskakuje dziewczynie na plecy, natychmiast otwiera plecak i wyciąga zawartość – bagietka. Kto normalny jada bagietki? Francuski specjał miał jeszcze 412 metrów w dół nad zastanowieniem się czy nie lepiej było zostać pączkiem, choć przez chwile być sławnym i fotografowanym. Na wyjeździe z Gibraltaru kolejny korek – granica plus start samolotu, który zablokował drogę. Dziś śpimy w górach (ponad 1300 mnpm). W oddali widać wieczne zmarzliny. To jest jakiś park narodowy, bardzo tu ładnie. Chętnie bym tu został na dłużej. Jutro cały dzień w podróży do Barcelony, a pojutrze zwiedzanie stolicy Katalonii.

04/08/2009

Trzynasty dzień

Filed under: "Pami?tnik",Foty,Podr????e,Wszystko — Borys @ 23:10

04.08.2009
Godzina 23.00
Dziś wyjeżdżamy przez najsłynniejszy most w Lizbonie, wyglądem przypomina Golden Gate, przejeżdżamy pod pomnikiem Chrystusa, całkiem podobnego jak ten w Rio, tylko mniejszego ;) W końcu tamtego też stawiali Portugalczycy. Przejechaliśmy najpierw do Sintry – miejscowości, w której był pałac króla Portugalii, z którego ruszały wszystkie wyprawy morskie.

Sintra

Później na Cabo da Roca – najdalej na zachód wysunięty kawałek Europy.

Troche mnie poniosło w PS ;)

Zatrzymaliśmy się na chwile na plaży zaraz za Cabo da Roca

Kąpałem się tam rzecz jasna :D Woda była strasznie zimna ;)

Dziś dojechaliśmy kawałek za Huelve, zatrzymaliśmy się w campingu, który na pierwszy rzut oka przypomina slumsy w Bangladeszu. Boksy z zielonymi kotarami, w których stoją przyczepy, przystawki i takie namiociki z lodówką kuchenką itd. Wszystko jakoś tak dziwnie oświetlone, dzieci w gaciach biegają dookoła, w wielu miejscach gra telewizor. Jeszcze słowo o krajobrazie. Wszędzie dookoła drogi w Portugalii i tej części Hiszpanii są potężne góry, totalnie łyse, czerwone bądź czerwono żółte z resztami trawy wypalonej słońcem. Dookoła mnóstwo gai oliwnych i piniowych. Jedziemy w kółko tunelami i ogromnymi estakadami.

03/08/2009

Dwunasty dzień

Filed under: "Pami?tnik",Foty,Podr????e,Wszystko — Borys @ 23:35

03.08.2009
Godzina 23.30
Rano basen przed śniadaniem, śniadanie pod drzewkami na campingu i ruszamy do Lizbony. Na wstępie zaznaczę, że nie poczułem jakoś tego miasta, co pewnie trochę odbije się na poniższym tekście, no, ale jak już pisze to i to opisze.

Kliknij, aby powiększyć
(Kliknij, aby powiększyć!)

Najpierw “Black Horse Square” Najważniejszy plac w Lizbonie, przy którym mieści się między innymi ministerstwo finansów, a pod nim kartonowe mieszkanka. Plac kończy się zejściem do Oceanu, jego monumentalny charakter świetnie obrazuje potęgę tego dawnego imperium morskiego. Dalej idziemy pod ratusz, później Katedra Lizbońska i tym śmiesznym tramwajem pod górkę i na zamek.

Tramwaj w Lizbonie

Piękny widok i świetna scena przy okazji w ogródku tutejszej restauracji. Jak tylko, ktoś odejdzie od stolika gołębie natychmiast rzucają się po resztki. Całym stadem. Oglądamy cały zamek, widać stąd całą Lizbonę, naprawdę ogromne miasto. Obiad w restauracji pod zamkiem, gdzie obok nas kręcą jakiś program chyba podróżniczy. No w sumie to przez 15 minut kręcą jedną scenę, która pewnie będzie trwała z 5 sekund. Później przejechaliśmy kawałek do centrum, wjechaliśmy słynną windą Lizbońską do góry, gdzie pod gmachem Gwardii Narodowej spokojnie śmigają młodzi skejci na dechach popijając piwko. Na dół, wchodzimy jakąś uliczką kawałek, na której stoi samochód z lat 30-stych, z którego leci fado (wtf?). Rozkład pokazuje, że za 15 minut mamy autobus z powrotem na camping, po 40 minutach wsiadamy do autobusu. Tak zleciał cały dzień. Spodziewałem się czegoś innego chyba po Lizbonie, nie wiem, jakoś nie poczułem tego miejsca. Może to moje nastawienie, a może to za mało czasu. Jak się tak dłużej zastanowić to fajne były te wszystkie wąziutkie uliczki.

Następna strona »
Proudly powered by wordpress 3.5.1 - Theme by neuro